Prosta konsekwencja – z dobrych, ręcznie robionych naczyń, do których zrobienia zostało włożone dużo serca, żywiołów, dobrej energii, jedzenie lepiej smakuje.
Ot tak, po prostu. A jeśli to jedzenie jest jeszcze pożywieniem wysoko energetycznym, karmiącym i ciało i duszę, no to w ogóle mamy układ doskonały.
Tak więc, mili moi, dzielić się tu będę tym, co uważam za dobre, wzmacniające człowieka i zdrowe - szybkimi, nieskomplikowanymi, smacznymi wegańskimi przepisami.
Bo jako artysta-garncarz, wolę spędzać czas w pracowni, z rękami pełnymi gliny, lepiąc z ziemi kolejne naczynia – czas w kuchni staram się więc ograniczać do minimum.
Nie zmienia to jednak faktu, że, no po prostu, ma być smacznie i roślinnie, mimo że szybko.
Tak więc, zapraszam, testujcie, smakujcie, a w najlepszej konfiguracji – z tych właśnie, ręcznie robionych, wzbogacających dania naczyń.
Smacznego, mili moi!
środa, Maj 10, 2017, 13:06

Jest coś fascynującego w otwieraniu pieca po wypale.

Jeszcze gorącego, choć na skalę ceramicznego wypału, już prawie całkiem wystygniętego.

Czytałam o tym, wielu ceramików opisywało element zazskoczenia, zadowolenia i lekkiej fascynacji

- no bo nigdy nie wiesz, co tam w środku zastaniesz. I nie zostaje mi nic innego, jak totalnie przyznać im rację,

i podpisać się czterema kończynami pod ich ekscytacją.

Kto wie, może za siedemdziesiątym piątym razem, kiedy proces stanie się bardziej automatyczny i przewidywalny,

wstanę rano i pójdę otworzyć piec ze stoickim spokojem, i bez zaskoczenia wyjmę takie naczynia,

jakie miałam zaplanowane stworzyć, może.

Ale jak na razie - ta niepewność, czy nic nie popękało, nie tłukąc przy okazji pięciu innych przedmiotów stojących obok.

To uczucie ciepła, bijącego ze środka pieca przy otwarciu pokrywy, i niespodziewane kolory szkliw, które z pastelowo - majtkowych zmieniły się w głębokie zielenie,

opalizujące granaty i totalnie energetyczne pomarańcze.

Czysta magia.

Tak więc, owszem, pierwszy wypał za mną.

Po wielu perypetiach, biurokratycznych i papiórkowych wycieczkach do Energi, instalowaniu wentylacji.

No i oczywiście nauce, i nauce, i nie zapominajmy jeszcze o nauce, lepienia garów. Proces wciąż i nieustająco w trakcie, umiejętności są nabywane.

Ale muszę przyznać - jak na pierwszy raz, efekty są zadziwiająco pozytywne - nic nie pękło, kilka naprawdę satysfakcjonujących przedmiotów, kilka dających nauczkę na przyszłość. 

Cud miód i karmelizowane orzeszki. 

Tak więc, po pierwszym sukcesie, nie pozostaje mi nic innego jak cisnąć dalej.

Lepie więc, uczę się w internety, rozmyślam nad targami, robię zdjęcia produktowe,

z nadzieją, że to wszystko ładnie się rozchula i zadziała. 

I tak, jeśli ktoś zastanawia się czy warto zobaczyć jak to jest być garncarzem,

i czy miłe jest to to takie babranie się w ziemi i błocie - tak, totalnie warto.

Można siebie samego zaskoczyć, a to zawsze miłe odświeżenie umysłu. 

Ahoj!


Brak komentarzy.
(*) Pola obowiązkowe

- Etniczne i autorskie usługi artystyczne -

- napisz, zadźwoń, stworzymy coś pięknego -

KONTAKT:
kiwietnoart@gmail.com
tel.. 508 096 487
Copyright ©2017 KIWI Etno Art, All Rights Reserved.
Liczba odwiedzin: 1318