Prosta konsekwencja – z dobrych, ręcznie robionych naczyń, do których zrobienia zostało włożone dużo serca, żywiołów, dobrej energii, jedzenie lepiej smakuje. Ot tak, po prostu. A jeśli to jedzenie jest jeszcze pożywieniem wysoko energetycznym, karmiącym i ciało i duszę, no to w ogóle mamy układ doskonały. Tak więc, mili moi, dzielić się tu będę tym, co uważam za dobre, wzmacniające człowieka i zdrowe - szybkimi, nieskomplikowanymi, smacznymi wegańskimi przepisami. Bo jako artysta-garncarz, wolę spędzać czas w pracowni, z rękami pełnymi gliny, lepiąc z ziemi kolejne naczynia – czas w kuchni staram się więc ograniczać do minimum. Nie zmienia to jednak faktu, że, no po prostu, ma być smacznie i roślinnie, mimo że szybko. Tak więc, zapraszam, testujcie, smakujcie, a w najlepszej konfiguracji – z tych właśnie, ręcznie robionych, wzbogacających dania naczyń. Smacznego, mili moi!
środa, Luty 22, 2017, 15:54

Czasem w umyśle rodzi się "myśl". Takie duszące wrażenie w klatce, że coś trzeba. Może jeszcze nie do końca wiadomo co, ale trzeba. Jesteśmy bardzo dobrzy w ignorowaniu tego przeczucia, w spychaniu na drugi plan, trzeci, dziesiąty. No bo to żaden konkret, ot jakieś takie, dziwne, że człowieka trochę dusi i w jakimś kierunku popycha. Można zmorę zdusić, of kors, i spokój (na chwilę).

A można też nie, i można się słuchać. Siebie słuchać. Nauczyć się widzieć co wszechświat rzuca Ci pod nogi - a Ty jak ślepy się o to potykasz - i na poważnie brać swoje intuicyjne przeczucia i wewnętrzne potrzeby. Tak.. także ten, od gliny trochę odbiegłam.

(...)

 

To wracamy.
No jak to, jak zacząć? Wziąć glinę w ręce i miętosić, potem już jakoś pójdzie. Tak, to fakt. Ale, czasem gliny nie ma, nie ma pomysłu, nie ma miejsca, a tym bardziej nie ma informacji co z tą wymiętoszoną gliną dalej zrobić.

No ale jak jest chęć, i nawet może to czasem być taka właśnie,
dusząca potrzeba nieskonkretyzowana, która z czasem okazuje się potrzebą brudzenia się w zmieszanej z wodą ziemi, to sposób trzeba znaleźć i tyle. Dyskusji brak, tylko znalezienie sposobu.

Można ruszyć swe szanowne cztery litery na warsztaty. I tak też na początku planowałam, raz, dwa razy w tygodniu, jedziesz do pracowni, tam masz starego wyjadacza ceramiki, który poprowadzi Cię za rączkę przez ciemne i zawiłe korytarze tematu.
Tak, miło, jest przewodnik, jest glina. Ale na dobrą sprawę, jeśli myślisz o temacie bardziej poważnie,
niż ulepienie jednego koralika na tydzień, rozwiązanie trochę potyka się samo o siebie.
Może i coś ulepisz i wypalisz, ale omija Cię cały proces między pierwszym uformowaniem gliny a piecem – co, jak się dowiedziałam dopiero po jakimś czasie zabawy z tą materią – jest czasem szalenie istotnym i pozwalającym na dopracowanie swojego wiekopomnego dzieła. Przyszlifowanie, pogłaskanie, obtoczenie, wycyckanie, tak, że jesteś z pracy zadowolony. Tak więc można, ale z mojego punktu widzenia, niekoniecznie polecam.

Polecam kupić glinę, znaleźć miejsce w domu lub garażu lub piwnicy, któremu nie zaszkodzi trochę brudu i błota, i lepić samemu. Glina ma to do siebie, że jest mocno intuicyjna, w jakiś dziwny sposób komórkowo związana z Twoją istotą. Może na początku nie wychodzić, będą błędy techniczne i inne, ale ogólnie, będziesz wiedział co robić. No i są przecież tysiące tutoriali na YT. Kiedyś negowałam, teraz doceniam jako źródło – zróżnicowane, to fakt, trzeba trafić dobrze, pełno tam mało wartościowych produkcji – widzisz technikę, sposób, możesz odtworzyć wiele razy i wchłonąć np. sposób ułożenia palców na glinie przy lepieniu pękatego kubeczka. No i nie musisz nigdzie jechać, co oznacza, że możesz miętosić glinę kiedy tylko masz na to ochotę.

Osobnym tematem jest wypalanie – w przypadku warsztatów, nie martwisz się tym, wypalają w ramach zajęć za Ciebie. Jak lepisz w domu, no tak, wtedy albo umawiasz się z jakąś pracownią, lub sklepem ceramicznym, mającym taką usługę. Zazwyczaj nie jest to problematyczne, chętnie przyjmują prace na wypał za jakąś niezbyt szaloną opłatą. Lub jakimś cudem, w Twoim domu ląduje piec ceramiczny. Ta metoda sprawdza się nadzwyczaj rzadko – mi się akurat przytrafiła, razem z całym warsztatem ceramiczno – garncarskim zlądował w moim domu dorodny, okrągły piec. No i tu właśnie dotykamy tematu wszechświata, który wie lepiej, który daje Ci znaki, daje Ci kierunki i przeczucia. A czasem daje Ci cały warsztat. Ale o tych wszechświatach.. to już na kiedy indziej

Znajdź swój sposób i idź ubrudź sobie ręce!
To dobrze robi, naprawdę.


Brak komentarzy.
(*) Pola obowiązkowe

- Etniczne i autorskie usługi artystyczne -

- napisz, zadźwoń, stworzymy coś pięknego -

KONTAKT:
kiwietnoart@gmail.com
tel.. 508 096 487
Copyright ©2018 KIWI Etno Art, All Rights Reserved.
Liczba odwiedzin: 9813
Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem